Hej, mroźnie, ale pogodnie
Zakotłowało się w Polsce, i jak się okazuje, wiele osób zacnych i dobrej woli, nie zawsze wie, po której stronie stanąć. Oberwałam ostatnio za swe poglądy, ale i dostałam, po cichu, "w drugim obiegu" sygnał, że nie ja sama myślę podobnie, to krzepiące.
A wracając do kwestii:
Były dni (odnowa, gazetka szkolna UKOS-u czytaj Uczniowski Komitet Odnowy Społecznej, m.in. z moim wierszem "Kiedy się wypełniły dni i lato zapłakało deszczem, nie wierzyliśmy, ja i ty, że w Polsce coś się zmieni jeszcze..."
Nauczyciele z biało-czerwonymi wstążeczkami.
Wiadomo było, kto za wolnością, uczciwością i godnym traktowaniem człowieka, a kto trzyma władzę.
Stan wojenny, ks. Jerzy i bieda.
Minęły
dziesiątki lat. Lat, podczas których po cichu służby bezpieczeństwa
pracowały nad podziałami, nad zamętem, tak, by naród stracił orientację.
I nie tylko po cichu: media, nawet czasem te, które początkowo wydawały się nasze,
urabiały myślenie, w tym grubokreskowo i okrągłostołowo.
Rosnąca bieda wielu, majątek przechwytywany przez nielicznych bądź na skrajnie niekorzystnych zasadach oddawany obcym.
I pchanie Polski w to, co najmniej chwalebne w krajach zachodu: tęczowe klimaty plus aborcja.
Przemielenie,
zamiast rozpatrzenia społecznych wniosków, popartych przez miliony.
Opór przed kamerkami w lokalach wyborczych. Cuda znikających głosów i
epidemia nieważnych.
Mało było? To jeszcze dociśnięcie rodaków, by jeszcze dłużej musieli czekać na prawo do emerytury.
Gigantyczne przekręty paliwowe, fikcyjne faktury, itd. itp.
A cały czas chronienie tych, co w aparacie bezpieczeństwa szkodzili narodowi.
Nie przypadkiem Polacy wybrali teraz inaczej.
I warto było.
Choć
ucierpią (myślę, że sprawiedliwie i mniej dotkliwie, niżby z win
wynikało) osoby, które pracowały w wiadomych służbach, to lżej i godniej
żyje się milionom spracowanych i umęczonych niepewnością rodaków.
Kto odczuł dobre zmiany?
Rodzice, którzy za upokarzający pieniądz na śmieciówce usiłowali zarobić na potrzeby dużej rodziny, kosztem czasu dla rodziny.
Matki, którym oferowano aborcję, zamiast należnego w innych państwach świadczenia.
I
choć jeszcze nie ma 500+ na pierwsze dziecko (a przez ostatnie rządy
nie było nawet i na dziesiąte!), co przy lepszej ściągalności podatków
mam nadzieję, zmieni się - jest lżej rodzinom.
I
sprawiedliwiej. Bo polityka rodzinna, stosowana przez cywilizowane
państwa, a o którą wcześniej nie mogliśmy się doprosić, to nie
wspieranie osób w potrzebie, lecz rekompensowanie rodzinom części
kosztów wychowanie podatnika, tak, by rodziny chciały, zamiast uśmiercać
poczęte dzieci, rodzić je i wychowywać. Bo bez tych podatników zginiemy
marnie.
Za nami Rok Miłosierdzia. I wiem,
że niejedna rodzina lepiej sobie radząca wspiera po cichu, przez Caritas
i wiele Fundacji te rodziny, którym trudniej.
Kogo stać na wakacje na Bali, pewnie też dyskretnie pomaga, choć niekoniecznie afiszuje się tym publicznie.
Życzę spokoju serca, i radości z dobrych uczynków.
Agnieszka